Lekki dreszcz zimna przechodzący przez moje ciało uświadomił mi, że nie zamknęłam na noc okna. Ponownie. Jakby tego było mało nikłe promienie słońca padały prosto na moją twarz, tworząc przy tym razem z wiaterkiem nieprzyjemną mieszankę gorąca i zimna. Jak ja nienawidziłam poranków. Eddie, mój mops, najwyraźniej był tego samego zdania, ponieważ zaskomlał obok mnie, mocniej się we mnie wtulając. Objęłam go ramieniem troszeczkę mocniej, chociaż po całej nocy przytulania go, rękę miałam zdrętwiałą. Nie mogłam jednak narzekać. To Eddie był tu przecież królem i panem.
Jakieś trzy minuty po pobudce, wreszcie zadzwonił mój budzik. Jęknęłam, przeciągając się. Była przecież sobota. Dlaczego miałabym ustawiać budzik na sobotę? Otworzyłam oczy. I to jeszcze na siódmą trzydzieści? To było przecież kompletnie nie w moim stylu. Uwielbiałam spać.
I wtedy sobie przypomniałam postanowienie, jakie wymyśliłam sobie poprzedniego wieczora. Chciałam przecież wstać wcześniej, by udać się do Abbadon. Moja piękna klacz była ostatnio stanowczo zaniedbana. Nie jeździłam na niej od ponad tygodnia, lecz to głównie dlatego, iż ostatnio uczepiło się mnie przeziębienie. Nie mogłam, jednak jej tak opuszczać. Musiałam wreszcie odwiedzić moją kompankę.
Odepchnęłam Eddi'ego, przez co ten spadł na ziemię i warknął cicho. Zignorowałam go, wstając i przygotowując się do wyjścia. Rzadko jadałam śniadania, więc od razu umyłam zęby i wykonałam codzienny, poranny rytuał, w którego skład wchodziło przemywanie twarzy różnymi preparatami, nakładanie odpowiedniej ilości makijażu i układanie włosów. Zdążyłam również też ubrać się w mój czarny, dżokejski strój. Był on raczej klasyczny, jednak ciągle modny. Bardzo mi się podobał.
Po jakimś czasie byłam wreszcie gotowa. Pogłaskałam Eddi'ego na pożegnanie i ruszyłam w kierunku stajni.
Do Crystal Academy chodziłam już ponad rok. Moja matka zapisała mnie tu w wieku szesnastu lat. Mój brat również niedługo miał rozpocząć tu naukę. Szczerze mówiąc to nie mogłam się doczekać, jednak nie z wrednych powodów. Zawsze miałam dobre relacje z Peter'em i cieszyłam się, że ponownie będziemy mogli chodzić do jednej szkoły, tym razem prywatnej.
Nie ukrywałam, iż bardzo mi się tutaj podobało. Główny budynek był ładny, podobnie jak akademik. Codziennie chodziłam również do parku, spacerując z Eddi'm, jednak często wynajmowałam do tego zadania młodszych uczniów. Nie zawsze miałam przecież czas, ale miałam pieniądze. Wiedziałam, jednak, że normalny spacer nie zastąpi mojemu mopsowi szczęśliwym chwil spędzonych ze swoją panią, więc starałam się wyprowadzać go jak najczęściej.
Sporo czasu spędzałam również miasteczku Darrivel. Według mnie było ona nie lada urocze. Zawierało również w sobie parę sklepów z ubraniami i klubów nocnych, więc moja dziewczęca natura również nie narzekała. Pamiętam, że pół roku temu podłączyłam się do komputera burmistrza i przejrzałam jego dane do Darrivel. Historia tego miejsca była naprawdę ciekawa. Oczywiście, mogłam popytać mieszkańców. Ale gdzie tu zabawa? Hakerstwo było przecież znacznie ciekawsze.
Abbadon stała w swoim normalnym miejscu. Podeszłam do niej z szerokim uśmiechem na ustach, a on zarżała, zadowolona, że wreszcie postanowiłam ją odwiedzić. Przygotowanie ją do jazdy trwało dosłownie chwilkę. Wcześniej trzeba było ją, jednak nakarmić, więc ruszyłam po trochę marchewek.
Wróciłam jakiś czas później i zauważyłam, że mam w stajni towarzystwo. Przed, jak sądziłam, swoim koniem, stał jakiś chłopak, którego wcześniej tutaj nie widziałam, co było dziwne, ponieważ bywałam bardzo często w stajniach. Uśmiechnęłam się przyjaźnie w jego stronę.
- Cześć - przywitałam się, czekając na jego reakcję.
Axel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz