środa, 14 października 2015

Od Axela do Isabel

Dzień był pochmurny, deszczowy i raczej wietrzny. Siedziałem na parapecie ze słuchawkami w uszach, zupełnie się wyłączając. Oparłem głowę o szybę i powoli odprowadzałem wzrokiem spływającą po oknie krople deszczu, które co jakiś czas łączyły się ze sobą a później ginęły nie wiadomo gdzie. Zapewne znikały, przestawały istnieć. Jak my, kiedy nie jesteśmy już nikomu do niczego potrzebni. To smutne, lecz prawdziwe.
Z transu wyrwał mnie krzyk jednej z kucharek wołającą wszystkich na obiad. Nie zbyt chciało mi się tam schodzić, jednak byłem trochę głody więc niechętnie wszedłem z parapetu, odłożyłem słuchawki na łóżko a telefon schowałem do kieszeni, wyszedłem z pokoju zamykając go na klucz i kierując się w stronę stołówki.
- Niezła kolejka, co? - usłyszałem kobiecy głos za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem blondynkę, trochę niższą ode mnie. Uśmiechnąłem się lekko i skinąłem zgodnie głową. - Jestem Isabel. - wyciągnęła w moją stronę dłoń, uśmiechając się.
- Axel. - zrobiłem to samo, z takim samym wyrazem twarzy co ona.

Isabel?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz